piątek, 24 lipca 2015

"Farol"(lataenia morska)

W przewodniku można znaleźć informację, że latarnia, która góruje nad Praia da Barra jest najwyższą latanią na półwyspie iberyjskim. Na miejscu zaś okazało się, że to drugi co do wielkości obiekt na tym półwyspie…, lecz w każdym razie pewne są wymiary latarni: 62m wysokości względnej i 66m nad poziomem oceanu i 271 schodów co osobiście sprawdziliśmy wpinając się na samą górę. Zanim jednak dotknęliśmy nieba musieliśmy odstać w długiej kolejce do wejścia, bo tylko raz w tygodniu w środę latarnia jest udostępniana dla zwiedzających, ale za to „e gratuito” J. Kiedy wreszcie zdobyliśmy szczyt a raczej dach latarnii oczom naszym ukazały się niezapomniane widoki, dla których warto było pokonać te 271 schodów…


















czwartek, 23 lipca 2015

"Pola na fali"( O surf da Pola)

Kiedy dwa lata temu wyjeździliśmy z Portugalii obiecaliśmy Poli, że jak przylecimy tu jeszcze kiedyś to Pola spróbuje swych sił na desce surfingowej. Tak więc słowo się rzekło …i chociaż Praia da Barra nie jest taką mekką surferów jak np. Espinho(na północ od Porto) czy Peniche w Estremadurze to jednak można tu spotkać wielu łapiących fale… Od paru dni do miejscowej szkółki surfingu dołączyła też Pola i muszę przyznać, mimo iż nie jestem znawczynią tego sportu w przeciwieństwie do Maćka, który zakosztował już parę lekcji i również podziela moje zdanie, że Pola super sobie radzi. Praktycznie od razu udało jej się złapać równowagę i stanąć na desce przecinającej fale. Każda lekcja zaczyna się od rozgrzewki „na sucho” na plaży a potem 1,5 godzinne zmagania z oceanem tzn. Pola dzielnie przełamuje fale a my wszyscy kibicujemy na brzegu, ale najwierniejszym kibicem jest Lena, która za każdym razem najpierw zagrzewa Polę bojowymi okrzykami a potem jak Pola wraca to ustawia się do zdjęcia ze starszą siostrą dumnie wypinając pierśJ.

























poniedziałek, 20 lipca 2015

"Costa Nova"

Realizując nasz plan odwiedzin starych kątów zajrzeliśmy , ale tym razem pieszo wzdłuż plaży do sąsiedniej wioski rybackiej czyli do Costa Novy. Słynie ona przede wszystkim z kolorowych domków w paski i sporego targu rybnego. Jeśli chodzi o domki w paski to nie jest to jedynie chwilowy kaprys, ale jak głosi rybacka tradycja, kolorowe domy malowana po to aby rybacy wracający o świcie z morskich połowów wiedzieli, który z budynków jest ich domem. Ta stara rybacka osada słynie dzisiaj z przepięknych rezydencji wynajmowanych letnikom po oczywiście odpowiednich cenach oraz, jak wspomniałam wcześniej, z targu rybnego, do którego nie omieszkaliśmy zajrzeć zaopatrując się w odpowiednie ilości marsicos (owoców morza). Wcześniej jednak wpadliśmy na małe co nieco do polecanej przez naszych portugalskich znajomych rybnej restauracji o wdzięcznej nazwie „Dori”, która znajduje się dokładnienad targiem rybnym. Tak więc właściwie trudno ją dostrzec z dołu, a warto, bo ryby i inne owoce morza mają wyśmienite.