niedziela, 14 lipca 2013

"Bitwa na młotki czyli noc świętojańska w Porto"



"Festa de Sao João" w Porto należy do tych niezwykłych atrakcji, które w przewodniku określane są jako "must see", o ile jeśli się jest w Portugalii w nocy z 23 na 24 czerwca:). I choć nie szuka się tutaj kwiatu paproci i nie puszcza wianków na rzece ta noc w Porto jest wyjątkowa  o czym mogliśmy się przekonać na własnej  skórze  a nawet głowie...ale wszystko po kolei. Do Porto przyjechaliśmy w "mocnym" składzie tzn. my i rodzice Maćka, którego tato również świętował imieniny w tym dniu. I pierwsze co zobaczyliśmy wychodząc z dworca to kobiety sprzedające jakieś zioła w doniczkach. Okazało się, że był to...manjericos  czyli krzaczek bazylii, którego wąchanie w tą jedną noc miało odstraszyć złe moce. Innymi, niezbędnymi "pogańskimi gadżetami", które od razu rzuciły się nam w oczy były plastikowe młotki w różnych rozmiarach, które służą do walenia się po głowie - "na szczęście!". Oczywiście my też żeby nie kusić losu zaopatrzyliśmy się w te "bojowe" akcesoria". Pola wybrała rozmiar XXL i ruszyliśmy dalej. Po drodze mijaliśmy ulicznych artystów i oczywiście innych "młotkowych", z którymi wymienialiśmy się "ciosami szczęścia" i nie muszę dodawać, że największą frajdę miały dziewczynki chociaż my też mieliśmy niezłą zabawę. Przy odrobinie szczęścia można było dostać po głowie kwiatem ozdobnego czosnku, którego powąchanie miało również zwiastować powodzenie  w życiu.  W miarę jak zapadał zmrok robiło się co raz tłoczniej na ulicach, które dodatkowo otulał dym grillowanych sardynek, które pieczono na każdym rogu. To też znamienny symbol tej wyjątkowej nocy. Im robiło się tłoczniej i gwarniej tym więcej chętnych do wspólnej zabawy a wszystko w rytmie  gorącej samby bądź salsy - prawdziwy letni karnawał! Ani się obejrzeliśmy i nas też wszystkich porwano do tańca, bo bawiła się już nie jedna ulica, dzielnica, ale całe Porto. I cały ten kolorowy tłum w rytmie samby zmierzał w stronę rzeki bo tam o  godz. 24 miało się odbyć clou programu czyli pokaz sztucznych ogni. My jednak aby się nie pogubić odłączyliśmy się od tego wesołego korowodu i postanowiliśmy poczekać na iluminację na zielonej  trawce gdzie już zebrało się dużo osób, a wśród nich  spore grupki, które wypuszczały w niebo lampiony. W pewnym momencie całe niebo nad nami było usiane płonącymi lampionami i był to naprawdę bajkowy widok ;).  Pola na początku przyłączała się do tych, którzy puszczali lampiony, ale szybko się jej to znudziło i potem polowała na te spadające, którym nie udało się wzbić w niebo. Kiedy wybiła godzina duchów rozpoczął się salwą jak z artylerii niezwykły pokaz sztucznych ogni nad żelaznym mostem  Dom  Luis. I był to dopiero zwiastun dobrej zabawy, która trwała do samego rana. My ze względu na dziewczynki, które i tak wytrzymały dzielnie do północy zawinęliśmy się po pokazie do domu z przeświadczeniem, że warto było przyjechać na fiesta de Sao João do Porto!.






krzaczki bazylii






















ozdobny czosnek




























środa, 3 lipca 2013

"Sonia e as Profissoes"


W piątek, 14 czerwca Pola oficjalnie zakończyła primeiro ano (pierwsza klasa) i dostała cenzurkę. Uczniowie zaczynają tu rok szkolny 15 września a kończą ok.15 czerwca. Aby uczcić to ważne wydarzenie i nagrodzić Polę za bardzo dobre świadectwo najpierw poszliśmy na wielkie lody,  a w niedzielę całą familią na rodzinny koncert: "Sonia e as Profissoes". Gwiazdą tego musicalu była Sonia, którą dziewczynki znają z dziecęcego kanału Panda. I można powiedzieć, że Sonia całkowicie "zawładnęła" tą stacją podbijając tym samym serca tysiąca milusińskich. Ma swoje fancluby, płyty, książki.  Można ją porównać do naszej rodzimej Majki Jeżowskiej chociaż z wyglądu bardziej przypomina naszą "Herbusiową" nie tylko śpiewa, ale i tańczy przebierajac się przy tym kilkanascie razy o czym przekonaliśmy się już na samym koncercie. Dzieciaki były pod wrażeniem śpiewającej pani profesor nie mniejszym niż ich...tatusiowie bo naprawdę było na kim  zawiesić oko ;). Oprócz Soni na deskach teatru  występował cały zespół wokalno-taneczny, który dzielnie "wspierał" panią profesor. Pola też miała swoje pięć minut na scenie kiedy to zgłosiła  się na ochotnika i dzięki temu po wcześniejszej prezentacji "Jestem Pola z Polski" odegrała scenkę zabawy z innymi dziećmi. Prawdziwa kulminacja nastąpila po krótkiej przerwie kiedy to wszystkie dzieci zaproszono do wspólnej zabawy tak, że nawet Lena ruszyła w tany:). A potem trzeba było jeszcze odstać w kilometrowej kolejce po autograf tzn. my staliśmy, bo Lenka się wkręciła i przesiedziała cały ten czas na kolanach....Soni, ale czego się nie robi dla swych wiernych fanów:).

Z ostatniej chwili...
I chociaż ostatni szkolny dzwonek wybrzmiał już dobre 2 tygodnie temu w  niedzielę odbyło się mniej oficjalne zakończenie roku szkolnego Poli. Tym  razem to pani  profesor zaprosiła swoją klasę na "garden party" a raczej na " festa de jardim" do swojego domu gdzie główną atrakcją była wspólna klasowa kąpiel w basenie pani profesor, która też brała czynny udział w tej zabawie:).



































Klasowe party nad basenem